terror światła…
Wokół…
mnie złe panowanie jasności
która mnie otacza i wbija
się w bladą mą skórę
parząc
Wokół…
jasność która
mnie nie kocha
bo Miłość i Prawda
umarła już
zabiła ją światłość…
Ale ją obrócę w gruz!!
obrócę w Nicość i
Czerń
niczym młotem jak wazę
grubego bogacza rozbiję
w proch…
pył…
piach…
A potem…
to ja stanę na miejsce
światłości i zapanuje
CZERŃ! …
Ten wiersz odzwierciedla moją wściekłość na całe to zło, a raczej dobro… Bo zło jest dobre, a dobro złe… Dla mnie…
Ostatnio znowu nie spałem całą noc. Wypiłem kawę z dziesięciu łyżeczek. Czarną. Taką lubię najbardziej. Też wypaliłem 10 paczek mentholowych. Wyciąłem odwrócony krzyż na kciuku.
A przed szkołą poszedłem na wino tanie samemu. Bo nikt mnie nie kocha..;(
A dzisiaj kłóciłem się z tymi “rodzicami”. Chcieli żebym jadł mięso i wyszedł na słońce… Śmieszne. Mięso to morderstwo, a w dodatku niejedzenie mięsa jest zdrowe. I fajne. A słońce robi skórę ciemniejszą!
To tyle. Idę pomyśleć o źle Macdonaldów i o smutku i samotności… Pa:*(
;(
wrzesień 15, 2008 @ 9:55 am
Ten tekst naprawde do mnie trafia… W ogóle wszystkie teksty są takie…. takie… życiowe… Dzięki temu co tu napisałaś zdałam sobie sprawę jaka jestem bezużyteczna na tym świecie! Muszę coś z tym zrobić, raz na zawsze
((((((((