upadek…
rozstąpiła się połać
purpurowa
pod niebem pełnym
rozpaczy…
aniołowie łkać rzewnie
na ziemię krwią zbroczoną
poczęli
wołając o łaskę do Śmierci
życie brutalnie odbierającej stworzeniu
wszelkiemu…
bo nie było nadziei
bo nie było wytchnienia
gdyż Bóg skarcony
wszechwładzy swej potęgą
zalał świat cały
deszczem szkarłatnym…
i aniołowie łkali w
zgniłą poduszkę swej nadziei…
motto:
jedynie kamień nie umrze, gdyż nie żył nigdy…
wiersz powstał podczas gdy pani z geografii krzyczała na nas…
luty 4, 2008 @ 8:52 pm
a z czego była ta poduszka?
luty 4, 2008 @ 10:39 pm
czy to ważne? ważne, że przesiąknęła łzami! ;(
luty 8, 2008 @ 2:54 pm
ważne, a żebyś wiedział, że ważne!
była stworzona z ichniej nadziei. Całkiem przyjemnie wiedzieć, z czego ta nadzieja, nie? A jeśli pachniała tak cudownie, jak mój dzisiejszy ser pleśniowy to dziękuję… chyba aż takimi masochistami nie byli?
Ha. Zostanę jakimś analizatorem mHrOcHnYh (i nie tylko) wierszy. Wiedziałam, że kryję w sobie niesamowite talenty, wiedziałam.
luty 8, 2008 @ 2:56 pm
Aha, a kiedy pani z geografii nie krzyczy? Wnoszę, że tylko wtedy, kiedy Lucek ją w nocy wykończy (ostatnio mieliśmy taką sytuację, była niewyspana, jak oznajmiła), a zarzekał się, że z nią skończył…
październik 2, 2008 @ 4:43 pm
Znaczenie słów jest zbyt ubogie , by oddać ogrom cierpienia jakie każdego dnia przelewa się przez mą skołataną , i poszarpaną przez długowłosych brutali głowę…
Jednak ten wiersz jest wyjątkowy , za każdym razem kiedy go czytam słyszę krzyk Mojego serca które każdej sekundy roztrzaskuje się o bruk codzienności…Dziękuję.